Super odżywianie cz. 1

Jedz tylko to, do czego nic nie dodano, z czego nic nie ujęto i co zepsuje się, jeśli nie zjesz tego natychmiast — nie bez racji głoszą propagatorzy coraz popularniejszej diety raw food. Kliniki leczące pacjentów w oparciu o surową, ekologiczną, wegetariańską żywność odnoszą na Zachodzie spektakularne sukcesy: pokonują choroby uznane przez współczesną medycynę za nieuleczalne.

Wiele osób jest namawianych do robienia rzeczy, które nie są zdrowe. Są oszukiwane. Z powodu tego oszustwa lekarze zarabiają pieniądze, szpitale są zatłoczone, a my jesteśmy chorzy" — mówi Paul Nison. To jeden z jego licznych wykładów, z którymi podróżuje po świecie. I dodaje: „Współcześni lekarze bardzo słabo, o ile w ogóle są szkoleni z dietetyki. Poza tym medycyna akademicka obraca się wokół pigułki na wszystko. Zdrowie nie jest dochodowe". Z humorem opowiada historię swojej choroby, nieuleczalnej dla współczesnej medycyny. Dziś tryska zdrowiem, napisał kilka książek o zdrowiu i diecie, m.in.: Surowe życie, Surowa wiedza, Zdrowie według Pisma Świętego, Jak wyleczyć choroby jelit?. Ta ostatnia jest zapisem jego zmagań z chorobą Leśniowskiego-Crohna i wrzodziejącym zapaleniem jelita grubego, gdy lekarze orzekli, że jedynym ratunkiem jest usunięcie jelita.

To wtedy, szukając innego rozwiązania, zetknął się z surową dietą. Surowe jedzenie? W pana stanie? Wykluczone! — słyszał od lekarzy. A jednak zmienił dietę, a problemy — zamiast się pojawić — ustąpiły. „Lekarzy nie uczy się leczyć choroby, lecz je monitorować. W pewnym sensie są dilerami lekarstw" — mówi z przekorą, podkreślając, że jednak dla wielu medycznych specjalizacji ma duży szacunek. Prowadzi własną stronę internetową promującą raw food oraz drugą o charakterze duchowym, bo jak mówi, modlitwa to ważny element leczenia. O Biblii usłyszał od jednego ze swoich słuchaczy. Przeczytał i stwierdził, że przecież już dawno temu został określony model zdrowego życia, a Pismo Święte wspiera jego dietę. No to — pomyślał — w Kościołach powinni być zdrowi ludzie. Ale gdy tam poszedł, bardzo się rozczarował. „Wtedy zrozumiałem, że wiedzę nie tylko trzeba mieć, ale ją stosować".

Pionierzy surowizny

Takich ludzi jak Paul Nison, który rzucił pracę na Wall Street, gdy odebrała mu zdrowie, i poświęcił się promowaniu diety raw food, jest wielu. Ale raw food to też instytuty i kliniki leczące ludzi z poważnymi schorzeniami, włączając w to choroby nowotworowe. I to z zadziwiającymi rezultatami. Jednym z pionierów leczenia surową dietą był dr Max Gerson, genialny lekarz i naukowiec, który już 80 lat temu odkrył przyczyny powstawania raka i metody zwalczania go. W trakcie swej ponad 30-letniej praktyki, najpierw w Niemczech, potem w USA, doszedł do przekonania, że zbawienny wpływ na nasze zdrowie, oprócz innych składników odżywczych, mają enzymy zawarte w surowych owocach i warzywach. W instytucie jego imienia, prowadzonym przez jego córkę Charlottę, leczą się ludzie z całego świata, spożywając surowe produkty, głównie w postaci soków wyciskanych w specjalnej prasie1.

Innym pionierem nauki o odżywianiu był szwajcarski lekarz Max Oskar Bircher-Benner. Na przełomie XIX i XX wieku doszedł do tego samego wniosku: najczęstszą przyczyną wielu chorób jest degeneracja pokarmów dokonująca się podczas gotowania. Na długo przed odkryciem roli witamin, mikroelementów i enzymów uświadomił sobie wartość świeżego, surowego, nierafinowanego jedzenia, tworząc teorię całości pokarmowych. Do kliniki jego imienia w Zurychu przyjeżdżali nie tylko pacjenci, ale dietetycy i lekarze z każdego zakątka globu, aby czerpać wiedzę o zdrowym żywieniu.

Szczury i małpy MacCarrisona

Do nauki o żywieniu wiele wniosły słynne eksperymenty Roberta MacCarrisona, szefa Instytutu Odżywiania w Indiach. Niepokoiły go olbrzymie różnice w rozwoju fizycznym i zdrowiu poszczególnych plemion hinduskich zamieszkujących różne regiony kraju. Mieszkańcy północnych okolic odznaczali się tężyzną, zdrowiem i długowiecznością, lecz im dalej na południe, tym lichsze były plemiona, aż po najsłabszych i najniższych Madrasów. MacCarrison domyślał się, że tajemnica leży w odmiennej diecie, więc by się upewnić, przeprowadził badania na zwierzętach. Białe szczury pochodzące od tej samej rasowej pary podzielił na „plemiona" zgodnie z geografią Indii i zapewnił im identyczne warunki z wyjątkiem diety. Eksperyment trwał dwa i pół roku, co w przypadku szczurów odpowiada około 70 latom życia człowieka. Potem szczury zostały zabite i poddane sekcji. Aż trudno było uwierzyć, że zwierzęta te stanowiły potomstwo jednej pary.

Różnice pojawiły się jeszcze za życia szczurów. Te, które pozostawały na diecie północnych plemionom Indii, były rosłe, spokojne i życzliwe tak względem siebie, jak i otoczenia, miały lśniącą sierść, a ich rozrodczość była imponująca. Nie zanotowano wśród nich ani jednego przypadku zgonu czy choroby. Sekcja potwierdziła, że ich narządy były zdrowe. W diecie tych szczurów przeważały surowe owoce i warzywa, razowa mąka i chleb. W innych klatkach — „idąc" na południe Indii — zwierzęta były coraz lichsze. Najnędzniejsze były szczury karmione według diety Madrasów — miały wyliniałą sierść, liczne owrzodzenia skóry, były nerwowe i napastliwe, a nawet wzajemnie się zagryzały. Sekcja szczurów karmionych według europejskiej (biały chleb, mięsne konserwy, gotowane jarzyny, marmolada, herbata z cukrem) lub południowoindyjskiej ubogiej diety wykazała liczne schorzenia wszystkich organów, głównie układu pokarmowego, przerost gruczołów limfatycznych, raka, gruźlicę narządów, anemię. Co ciekawe, szczury cierpiały na identyczne choroby, które dotykały ludzi stosujących daną dietę. Zdumiewa to tym bardziej, że szczury są dużo odporniejsze niż ludzie na pewne rodzaje diety niedoborowej i mało wrażliwe na brak witaminy C.

Drugi eksperyment MacCarrisona potwierdził, że nie tylko ważne jest, co jemy, ale czy jemy to w stanie przetworzonym, czy surowym. Badacz podzielił małpy na dwie grupy i karmił je tą samą żywnością, z tą jednak różnicą, że druga grupa zwierząt otrzymywała tylko pokarm gotowany wcześniej przez kilka godzin w wysokiej temperaturze. Ani jakość, ani kaloryczność posiłków nie uległa zmianie. Przed upływem trzech miesięcy wszystkie małpy z drugiej grupy zdechły. Nie chodzi o to, by w naszej kuchni od razu likwidować garnki, ale — jak pisze dr Kinga Roszkowska w książce Medycyna w walce ze starością — niech to będzie pożyteczną przestrogą dla ludzkości, która w swym kulcie sztuki kulinarnej poszła stanowczo za daleko, okupując to znaczną szkodą na zdrowiu. Jak celnie zauważył Seneka, nie otrzymujemy krótkiego życia — sami je sobie skracamy.

Zatrzymać starzenie

Hipokrates, ojciec medycyny — choć trudno rzec, że współczesnej, przesiąkniętej farmaceutykami — powiedział: niech pokarm będzie lekarstwem, a lekarstwo pokarmem. By dziś — w dobie chemizacji rolnictwa i dopuszczania coraz większych dawek trujących pestycydów, przetwarzania żywności i szpikowania jej wszelkimi E-dodatkami, biotechnologii i modyfikacji genetycznych — pokarm rzeczywiście był lekarstwem, musi spełniać pięć warunków, jak podkreślają promotorzy raw food. Owoce, warzywa, nasiona i orzechy, bo one składają się na zdrową dietę, muszą być surowe, dojrzałe, świeże, ekologiczne i żywe2. Viktoria Boutenko, której badania surowej diety znalazły finał w odkryciu zielonych szejków, opowiada: „Mam córkę i syna. 13 lat temu każde z nas zostało zdiagnozowane i okazało się, że poważnie chorujemy: ja miałam nieregularną pracę serca, przybrałam mocno na wadze, mój mąż był po kilkunastu operacjach, miał artretyzm, nadprodukcję hormonów, moja córka miała astmę i alergię, a syn cierpiał z powodu cukrzycy. Gdy lekarz powiedział, że nie potrafi nam pomóc, została nam jedyna opcja — modlitwa. Ja i mój mąż mieliśmy po 38 lat, dzieci — 8 i 9. Zaczęliśmy szukać rozwiązania, nie wiedząc, że poszukujemy surowej diety.

Ale dowiedzieliśmy się o niej po dwóch miesiącach. Po kilku kolejnych zaczęliśmy jeść samą surową żywność. Jak tylko przeszliśmy na surowiznę — nie ważne jak ciężko to przychodziło — zaczęliśmy zauważać zmiany już w ciągu paru godzin! To było zadziwiające. Na początku myśleliśmy, że to przypadek, że to niemożliwe, abyśmy poczuli się lepiej tak szybko. Po 3,5 miesiąca biegliśmy w maratonie na 10 kilometrów całą rodziną, co było dowodem, że nasze zdrowie naprawdę się poprawiło. Bo niewielu zdrowych może ścigać się przez 10 kilometrów. W tym momencie przestałam zajmować się moim biznesem i poświęciłam się rozpowszechnianiu i badaniu surowej diety".
Eric je surowiznę od sześciu lat. Miał wiele dolegliwości. Alergia, artretyzm, problemy z kręgosłupem, choroby skóry. Dziś na nic nie narzeka. Zrzucił 30 kilogramów. Wygląda na czterdziestkę, ale wyjaśnia: „Za niecałe półtora roku będę miał pięćdziesiątkę". Jimmy Lockett, broadwayowski kompozytor, mówi: „Uwielbiam mieć 52 lata i czuć się na 22". Jest ich wielu. Podkreślają, że tu nie chodzi o młodszy wygląd — to po prostu stawanie się młodszym. Mówią o poprawie wzroku, pamięci, koncentracji, pokonaniu cukrzycy, depresji, bólu, schudnięciu, zasobie energii...

Gotowane znaczy martwe

Mathew Nailor tłumaczy: „Twoje ciało głoduje z powodu braku składników odżywczych, a dzisiejsza żywność powoduje, że jesz i tyjesz, bo jest pozbawiona wszelkich wartości. Ale przecież lekarz nie napisze »niedożywienie« na świadectwie zgonu". Inaczej mówiąc, możemy zagłodzić się przez przejadanie się. To, że przetworzona żywność nie ma za dużo wartości, wiemy wszyscy. Ale gotowana? Dr T.C. Fry, współautor książki Twoja naturalna dieta — żywa i surowa żywność oraz autor wielu artykułów, pisze: „Gotowanie sprawia, że żywność staje się toksyczna. Jest to potwierdzone przez podwajanie i potrajanie się białych ciałek krwi po zjedzeniu gotowanego posiłku. Białe ciałka są pierwszą linią obrony i stanowią »system immunologiczny«". Leukocytoza potrawienna, która nie ma miejsca w przypadku zjedzenia surowego pokarmu, świadczy o tym, że organizm traktuje termicznie obrobiony pokarm jak najeźdźcę. Normalnie mnożenie się leukocytów ma miejsce przy infekcji lub po podaniu trucizny.

Białe ciałka wypełniają misję samobójczą, aby chronić cały ustrój. „Spożywanie gotowanych pokarmów, słodyczy, napojów typu cola, herbaty, kawy, tytoniu czy artykułów faszerowanych konserwantami powoduje nadmierne uwalnianie leukocytów do krwi. Zjawisko to powtarza się dzień w dzień, przez tygodnie, miesiące, lata. Po latach mamy do czynienia z obniżoną odpornością na choroby, a wynikiem postępującego drenowania organizmu są choroby zwyrodnieniowe" — pisze Arthur M. Baker w swej książce Awakening our self healing body. I wyjaśnia, że z uwagi na powszechną leukocytozę niski poziom leukocytów u osób spożywających surowe pokarmy jest błędnie odbierany jako niedoczynność układu immunologicznego. „Setki badań potwierdziły — pisze Fry — że w procesie termicznym szybko wytwarzają się mutageny i substancje rakotwórcze". Witaminy zwykle szybko są niszczone, a minerały tracą swój organiczny charakter i powracają do pierwotnego stanu, w jakim znajdują się w glebie, wodzie morskiej, skałach, metalach. W formie nieorganicznej są wysokotoksyczne, a odkładane przez organizm mogą się łączyć z tłuszczami nasyconymi, zatykając arterie w układzie krwionośnym. Szczególnie szkodliwym podgrzanym produktem są tłuszcze, ponieważ przekształcają się w akroleiny, wolne rodniki, benzopireny i inne kancerogeny. „Zmienione tłuszcze są wbudowywane w błony komórkowe, upośledzając proces respiracji komórkowej i prowadząc do nowotworów i chorób serca. Potrzebne nam nienasycone kwasy tłuszczowe omega-3 i omega-6 zmieniają się w niestabilne, bardzo reaktywne nadtlenki bez wartości odżywczych" — wyjaśnia Baker.

Sportowcy bez białka?

Podczas gotowania białko ulega koagulacji i traci wartość odżywczą. Molekuły białkowe przekraczają pewien próg, stając się biologicznie nieaktywne. Część aminokwasów ulega rozkładowi. Termicznie obrobione białka stają się źródłem toksyn — obumarły organiczny materiał jest przerabiany przez jelitową florę bakteryjną i następuje proces gnicia. Zdaniem Bakera, kiedy pokarmy bogate w białka są jedzone na surowo, ustrój maksymalnie wykorzystuje wszystkie aminokwasy bez towarzyszących im trucizn. „Ludzie mnie pytają, skąd biorę białko — mówi Tim van Orden, pokazując mięśnie. Po 17 latach siedzącego trybu życia, powrócił do lekkiej atletyki, którą uprawiał w liceum, ale z miernym, jak twierdzi, wynikiem. — Mam osiągnięcia 19-letniego sportowca, przygotowującego się od 14. roku życia do olimpiady.

Zgodnie z zaleceniami żywieniowymi dla sportowców nie dostarczam wystarczającej ilości białka. Więc dlaczego jestem w stanie pokonać w zawodach 20-latków, choć mam 39 lat? Jak to się dzieje, że jestem o 7 kilo za ciężki na biegacza? Nie za tłusty, nie mam tłuszczu, nie mogę go zgromadzić, nawet gdy próbuję. Bo mam zbyt dużo mięśni! To, co dostarczam, to aminokwasy w formie enzymów. Białko to pośrednik. Wszystkim nam wciśnięto mit białka, bo to napędza sprzedaż produktów. Nie potrzebujesz białka, potrzebujesz aminokwasów. Gdy jesz białko, organizm musi zużyć dużo energii, by je rozbić, bo białko ma silne wiązania. Dlaczego więc nie jeść aminokwasów, które są momentalnie przyswajane przez nasz ustrój? Tym są enzymy — złożonymi cząstkami aminokwasów. Każdy świeży owoc, każde surowe warzywo jest pełne aminokwasów". David Burke, australijski kulturysta, wicemistrz świata juniorów, prezentuje wyrzeźbione ciało. Muskulatura, jakiej mogą mu pozazdrościć koledzy z branży. Zbudowały ją surowe rośliny. Dr Douglas Graham przez 17 lat badał sportowców pozostających na surowej diecie. Sam trenował zawodowych sportowców w wielu dziedzinach, m.in. Martinę Navratilową. Współpracował z olimpijczykami. Prowadził drużynę skoczków wodnych. Zaledwie po trzech latach jego podopieczni wygrali Narodowe Mistrzostwa Młodzieżowe.

Życie jest w enzymach

Bardzo ważną cechą właściwej diety jest odpowiednia podaż enzymów. Enzymy to katalizatory każdej reakcji chemicznej w naszym organizmie. Mają udział w podziałach komórkowych, funkcjonowaniu systemu odpornościowego, aktywności mózgu. Bez nich „nie działają" witaminy i hormony, brakuje energii. Świeża żywność zawiera naturalne enzymy, niezbędne do prawidłowego przebiegu procesów trawiennych (szczególnie bogate w enzymy są kiełki nasion). Każdy surowy pokarm zawiera idealną mieszankę enzymów do jego strawienia. Jednak podgrzanie pokarmu do temperatury czterdziestu kilku stopni Celsjusza niszczy te naturalne enzymy, podobnie jak czynią to mikrofale, pasteryzacja, sterylizacja czy utrwalanie promieniowaniem radioaktywnym. Nasz ustrój musi wtedy sam wytworzyć enzymy, by strawić termicznie zniszczone pożywienie.

Tymczasem ludzki organizm produkuje skończony zasób enzymów. Każdy gotowany czy przetworzony pokarm pomniejsza te zasoby, jak dowiódł dr Edward Howell, noblista w dziedzinie chemii. To tłumaczy, dlaczego 85-letni człowiek ma zaledwie jedną trzydziestą aktywności enzymatycznej w porównaniu z 18-latkiem. Bo starzenie się jest niczym innym jak utratą enzymów. Im więcej przetworzonej termicznie żywności, tym krótsze życie. Ciągłemu przeciążeniu ulegają trzustka, wątroba, żołądek, jelita. Badania prowadzone na uniwersytecie w Minnesocie wykazały, że waga trzustki szczurów karmionych w 80 proc. gotowanym jedzeniem wzrosła po 135 dniach o jedną czwartą. Z konsumpcją żywności ubogiej w enzymy wiąże się też występowanie raka jelita grubego i toksemii jelit. Większość badaczy zajmujących się zagadnieniem enzymów zgadza się z tym, co propagują zwolennicy raw food: przynajmniej 70 proc. naszej diety powinno składać się z surowej, nieprzetworzonej żywności.

Zielona rewolucja

Z badań wynika, że tylko 5 proc. ludzi stosujących zdrową dietę je odpowiednią ilość zielonolistnych warzyw. Może dlatego nie wszyscy „odżywiający się zdrowo" są zdrowi. Viktoria Boutenko, autorka programu „Green for life" (Zielone dla życia), poszukiwała pokarmu najbardziej zbliżonego do ludzkich potrzeb. Porównywała skład pokarmów z listą składników odżywczych zalecanych do dziennego spożycia. „Zauważyłam, że wszystkie te grupy — nieważne, czy to były owoce, warzywa, mięso, ryby — nie pasowały idealnie do potrzeb ludzkich. Wtedy spojrzałam na skład zielonych liści. Tak trudno znaleźć informacje o nich, bo nigdy nie były brane pod uwagę jako grupa produktów żywnościowych i poważnie badane. Ale znalazłam informacje, gdy szukałam składników odżywczych sałaty i lebiody, która jest uważana za chwast. Byłam zafascynowana — one mają wszystkie niezbędne minerały, z których w 99 proc. składa się nasze ciało, wszystkie niezbędne dla nas witaminy, aminokwasy, a nawet tłuszcze omega i kobalt, który jest prowitaminą B12. Wtedy do mnie dotarło: jemy za mało zielenin!".

Frederic Patenaude podkreśla, że zieleniny są najbardziej odżywczo skumulowanym pożywieniem na naszej planecie i żaden inny pokarm nawet nie zbliża się do nich pod względem wartości: zawierają więcej witaminy A niż marchew, więcej witaminy C niż pomarańcze, więcej witaminy E niż całe ziarna, wysokiej jakości białka, niezbędne minerały alkalizujące (wapń, magnez) w wystarczającej ilości. Należy oczywiście pamiętać, by do diety włączać różne zieleniny, nie poprzestając na jednej czy dwóch roślinach. Jak jeść zieleniny? Najlepiej w taki sposób, by organizm mógł łatwo przyswoić wszystkie składniki odżywcze. Gdy jemy je w sałatkach, często twarde włókna zielenin nie są dobrze pogryzione i przeżute. Dlatego Viktoria Boutenko wprowadziła zielone szejki, czyli zblendowaną mieszankę owoców i zielenin rozcieńczoną nieco wodą. Do szejka można też włączyć nasiona (najlepiej wykiełkowane) czy wodorosty. Dwie szklanki takiego koktajlu stanowią pełny posiłek (zawierający błonnik w przeciwieństwie do soku) i źródło niebywałej energii. Dr Anne Wigmore, założycielka Instytutu Hipokratesa, porównała spożywanie chlorofilu do transfuzji krwi.

Powrót do Edenu

To ciekawe, że informacje o leczniczej wartości zielonych liści znajdziemy nawet w Biblii. Ezechiel pisał o drzewach owocowych, których „owoc jest na pokarm, a liście na lekarstwo"3. Księga Apokalipsy kreśli wizję drzewa żywota na nowej ziemi, którego liście „służą do uzdrawiania narodów"4. Czy surowy pokarm ma wsparcie biblijne? W raju Bóg przeznaczył ludziom na pokarm „wszelką roślinę wydającą nasienie" i owoc wszelkiego drzewa, który „ma w sobie nasienie"5. Po upadku w grzech i opuszczeniu raju człowiek miał w mozole uprawiać ziemię i żywić się zielem polnym, w pocie czoła miał jeść chleb6. W oryginale użyte jest tu słowo lechem, które dosłownie oznacza chleb, ale w ogólnym sensie oznacza ziarno lub po prostu pokarm, jedzenie, strawę. Jest to typowy przykład synekdochy7. Słowa skierowane przez Boga do Adama: „w pocie czoła twego będziesz jadł chleb" nie odnoszą się wyłącznie do chleba, a więc wypieku, ale do każdego ludzkiego pokarmu, którego uzyskanie wiąże się z koniecznością wykonywania pracy. Czy zatem do czasu potopu Adam i jego potomkowie gotowali jedzenie? Tego nie wiemy, ale na pewno czynili to ludzie po potopie. Wtedy też została ograniczona długość ludzkiego życia do 120 lat8. Ale nawet ten potencjał nie był wykorzystany, bo jak pisał później Mojżesz, „życie nasze trwa lat siedemdziesiąt, a gdy sił stanie, lat osiemdziesiąt"9. Tymczasem współczesna medycyna potwierdza: człowiek jest biologicznie zaprogramowany na 120 lat. Czy surowa żywność i zielone liście pomogą nam przywrócić i utrzymać zdrowie?10. Pytany o naukowe uwierzytelnienia Stephen Arlin, współautor popularnej w USA książki o diecie surowej żywności, odpowiada: „Prawda wspiera samą siebie. Nie ma lepszego testu prawdziwości czegokolwiek niż dobre wyniki. Sukces zostawia ślady, porażka również. Jeśli chcesz odnieść sukces, słuchaj ludzi sukcesu. Jeśli chcesz być bogaty, słuchaj bogatych ludzi. A jeśli chcesz być zdrowy, słuchaj zdrowych ludzi".

Katarzyna Lewkowicz-Siejka.

1 Oczywiście tzw. protokół Gersona obejmuje jeszcze inne elementy terapii, np. detoksykację za pomocą lewatyw z organicznej kawy. O metodzie Gersona wkrótce będziemy szczegółowo pisać na łamach „Znaków Czasu". 2 Określenie „żywe" dotyczy orzechów i nasion. Należy je namoczyć przed spożyciem, by uaktywnić „uśpione" enzymy, czyli ożywić pokarm. 3 Ez 47,12. 4 Ap 22,2. 5 Rdz 1,29. 6 Zob. Rdz 3,17-19. 7 Figura stylistyczna polegająca na określaniu całości (pokarm) przez część (konkretny przykład pokarmu, tutaj — chleb). 8 Zob. Rdz 6,3. Bóg dopuścił też wtedy spożywanie mięsa, ale tylko określonych gatunków zwierząt. 9 Ps 90,10. 10 Oczywiście dieta to jeden z kilku elementów zdrowego trybu życia. Należy pamiętać o pozostałych, np. ruchu, odpoczynku, wstrzemięźliwości czy właściwych relacjach międzyludzkich.

Źródło: "Znaki Czasu" 7-8/2010

Obserwuj nas

Dane adresowe

skrytka pocztowa 216
Bielsko Biała
43-300
Back to top